Nauki z “drogi do miliona”

7 wrz

Nie jest przegranym ten, kto popełnia błędy. Przegrać można tylko, gdy porażek się nie zauważa, albo gdy nie wyciąga się z nich wniosków.

Przez te 365 dni przegrałem wiele razy. Dziś piszę po to, żebyście nie musieli powtarzać moich błędów. Zacznijmy od początku…

Początek

Lipiec 2009 był czasem, gdy szukałem dla siebie celu. Potrzebowałem zmiany, ruchu, czegoś na czym się skupię i co zmotywuje mnie do ostrego działania. Nagle przyszła mi do głowy prosta myśl – cel: milion w 12 miesięcy. Pomyślałem sobie “Świetnie! Dlaczego nie spróbować?”

Pierwszego września stworzyłem bloga, napisałem pierwszy wpis i wystartowałem.

Decyzję podjąłem bez większego zastanowienia, analizy i szczegółowego planu. Cieszyłem się. Byłem pełen energii, pasji, pewności  siebie i ostatecznego sukcesu. Wszystko wydawało się łatwe.

Miałem wiele pomysłów, wiele możliwości i dużo energii do wykorzystania. MLM, szkolenia, pisanie, “biznes” – coś musiało się udać. W wyobraźni liczyłem tylko pieniądze i ustalałem kolejne etapy.

Za każdym razem wyobrażenia i plany mijały się z rzeczywistością.

Działaj, działaj, działaj!

Rozpoczęcie “drogi do miliona” łączyło się też z dużą zmianą w moim życiu. Przeprowadzka 450 kilometrów od rodzinnego domu, całkowita zmiana otoczenia, samodzielność, nowi ludzie i nowe możliwości. To miał być nowy etap – moje nowe życie.

Postanowienie podstawowe było proste – mniej myślenia, a więcej działania. Zamiast ciągłego planowania na kartce, z długopisem w ręku skupienie na realizacji planów i wdrażaniu pomysłów w życie. Tak jak sobie postanowiłem, tak też działałem przez cały ten rok. Pomysłów i planów było wiele.

Zaczynając od biznesu, który chciałem mieć “od zawsze” (już w szkole podstawowej wiedziałem, że chcę być przedsiębiorcą). To naturalna dla mnie droga. Wiedziałem, że już teraz przyszedł odpowiedni czas na to, żeby zacząć działać i faktycznie postarać się mocniej o własny biznes.

Pomysł, szybka decyzja, opracowanie koncepcji, a wreszcie skompletowanie zespołu. Zaraz potem kontaktowanie się z inwestorami i funduszami seed/VC. Konkursy, spotkania i rozmowy. Wszystko to skutecznie mnie zajmowało, sprawiało też, że czułem się poważnie. Jakbym naprawdę był biznesmenem.

W czerwcu rozmawiałem z kolegą przez skype. Normalna rozmowa, luźna, a podczas niej pytanie o to, jak się mój biznes. Już od jakiegoś czasu nie lubiłem, gdy ludzie zadawali mi to pytanie, ale nie dało mi to do myślenia. Dopiero teraz do mnie dotarło. Działam dobre pół roku, a mimo to wciąż stoję w miejscu. Wciąż jesteśmy na etapie prototypu…

To było otrzeźwienie. Nie jestem żadnym biznesmenem. To co robię to tylko zabawa w biznes. Z takiej zabawy nigdy nie będzie poważnych pieniędzy. Jeśli naprawdę chcę być przedsiębiorcą potrzebuję doświadczenia, wiedzy, umiejętności. Słowem – potrzebuję kompetencji!

Oczywiste? Teraz tak, ale kiedy zaczynałem wszystko wydawało się łatwiejsze, prostsze…

Oprócz tego były też szkolenia. Mimo że miałem nimi zająć się mocniej, to przez cały ten czas nie traktowałem tego zajęcia poważnie. W efekcie przeprowadziłem tylko kilka darmowych warsztatów, w organizacji studenckiej.

Sama organizacja dała mi dużo więcej niż studiowanie – kontakty, doświadczenie, praktykę i poczucie, że robię coś ważnego. Na uczelni nie zagościłem zbyt długo. Już po trzech miesiącach, w grudniu, byłem prawie pewien że zrezygnuję. Nie odpowiadały mi te studia. Od zawsze chciałem nauczyć się biznesu, a widziałem że na uczelni pełnej teorii i pustego gadania nie będzie to łatwe.

Nie jestem przeciwny studiom. Po prostu wiem, że w moim przypadku się one nie sprawdzą. Papier mnie nie interesuje, a wiem doskonale, że na zdobycie wiedzy i umiejętności są inne, bardziej efektywne sposoby niż studiowanie.

Przez cały czas, również dziś, słyszę pytania o to, dlaczego zrezygnowałem ze studiów. Nie potrafię znaleźć jednej trafnej odpowiedzi. Zamiast tego sam wolę zapytać – a dlaczego w ogóle miałbym studiować? Dla wielu studia są oczywistością, ale nie dla mnie.

Jeszcze nie usłyszałem argumentu, który miałby mnie do studiów przekonać. A najciekawsze jest to, że przez cały ten czas nikt nie wspomniał o argumencie najważniejszym – że dzięki studiom zdobędę przydatną wiedzę, umiejętności i doświadczenie…

Innym tematem, którym chciałem się zająć była efektywność. Chciałem uczyć ludzi tego jak być efektywnym, jak działać szybko i dobrze, jak osiągać cele.

Możliwości było wiele – szkolenia, coaching, książka, narzędzia papierowe i elektroniczne, a nawet gra planszowa. Nad wszystkim tym spędziłem dużo czasu i doprowadziłem do całkiem zaawansowanego stanu.

Ostatecznie nic poważnego z tych działań nie wyszło. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, bo jedną rzecz zrozumiałem – nie mogę uczyć ludzi tego jak być efektywnym, dopóki sam nie będę miał efektów.

Drugi powód to GTD – Getting Things Done. Zanim wdrożyłem system Davida Allena, stworzyłem swój własny i według niego działałem. Byłem zadowolony, ale gdy tylko zacząłem używać GTD, “przesiadłem się” na niego całkowicie. To niesamowite, jak GTD zmieniło moje życie, odstresowało i pozwoliło zapanować nad wszystkimi moimi działaniami!

Przez ten czas zajmowałem się również pisaniem. Tu nastąpiła duża zmiana. Kiedy zaczynałem nie potrafiłem sprawnie złożyć czterech zdań. Teraz z łatwością piszę artykuły na cztery strony.

Książka “o życiu” – dość krótka, ale jest – opublikowana na blogu.

Książka “o sukcesie” (nie wymyśliłem jeszcze tytułu) – w połowie w formie obrazków/schematów – jest jako szkic, na dysku, czeka na odpowiedni moment. Czas kiedy osiągnę sukces, bo dopiero wtedy będzie ona miała sens…

Artykuł o “Nowym biznesie” – kiedy przesłałem go do redakcji, okazało się że jest niezły, ale za to ja nie mam doświadczenia, przedstawiam za dużo teorii, a zbyt mało przykładów.

Od samego początku postanowiłem, że na blogu nie chcę zarabiać. Łącznie stworzyłem 104 wpisy. Pisałem dość nieregularnie, często zbyt mało przykładając się do poszczególnych tekstów, ale skoro ktoś mnie czytał, to nie było tak źle.

Oprócz tego były też możliwości współpracy, z którymi przez cały czas wiązałem duże nadzieje.

Osoba zajmująca się doradztwem strategicznym, którą poznałem jeszcze w grudniu i przez cały czas byliśmy “w kontakcie”. Zawsze coś przeszkadzało, żeby poważniej porozmawiać o współpracy. Kiedy w końcu przyszedł odpowiedni czas, okazało się że nic z tego nie wyjdzie – bo człowiek ten woli pracować sam. Nie chciał, albo nie potrafił powiedzieć mi tego wprost. A ja wciąż byłem pewny, że uda nam się razem działać…

Inna współpraca, z firmą doradczą specjalizującą się w innowacjach jest “w toku”. Dopiero okaże się czy uda nam się współpracować, czy też nie mają na to chęci, ale boją się postawić sprawę jasno.

Kolejna współpraca dotyczyła promocji firmy zajmującej się dystrybucją kominków. Tutaj rozmowy były bardzo zaawansowane, spotkaliśmy się, mówiliśmy już nawet o konkretnym wynagrodzeniu. Po spotkaniu przesłałem umówione dokumenty. Dwa dni później zadzwoniłem. Usłyszałem że oddzwonią już kolejnego dnia. “Skontaktuję się ze wspólnikiem i damy znać”. Telefon milczy do dziś. Kabaret. Nie mam ochoty, żeby do nich wydzwaniać.

Jest też współpraca, która faktycznie ma miejsce. Zaczęło się od ogłoszenia na goldenline. Napisałem, że poszukuję mentora, osoby doświadczonej i wymagającej, która mnie poprowadzi. Udało się. Skontaktował się ze mną dokładnie taki człowiek, jakiego potrzebowałem – doświadczony, wymagający, fachowy.

Jestem sprzedawcą, marketerem, asystentem konsultanta – można nazywać mnie na różne sposoby. Ważne że działam, uczę się i rozwijam. Klientów jeszcze nie pozyskałem, ale uda się jeśli będę pracował. A będę, z całą pewnością. Stopniowo coraz bardziej zagłębiał będę się w tematykę doradztwa i szkoleń, jednocześnie ucząc się biznesu.

Było też kilka innych większych i mniejszych projektów i aktywności. Wszystko to razem skutecznie zajmowało mój czas. Byłem zajęty, zaangażowany, pracujący. Pozostało tylko jedno pytanie… gdzie są EFEKTY?

Każdego miesiąca było coraz gorzej. Zmniejszała się pewność siebie, wiara w sukces i swoje możliwości. Im więcej było rzeczy, których się chwytałem, tym była ona mniejsza.

Co jakiś czas, robiłem analizy, szukałem błędów, podejmowałem decyzje. Za każdym razem miało być lepiej. Było wciąż tak samo.

Aż wreszcie zadzwonił telefon. To było już w lipcu. Zaraz po tym jak zadzwoniłem do rodziców z wiadomością, że potrzebuję pieniędzy na czynsz…

Ten telefon był mocnym kopniakiem z zewnątrz. Potrzebowałem tego. To był już moment, w którym się zagubiłem. “Zastanów się poważnie!” – to mnie otrzeźwiło. I faktycznie wtedy się zastanowiłem. Zrobiłem głęboki rachunek sumienia. Tak głęboki jak nigdy wczesniej. Przeanalizowałem każde swoje działanie, każdą ważną decyzję.

Chciałem znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: Dlaczego nie mam efektów?

W ten sposób ustaliłem dziesięć głównych przyczyn.

Zamiast skupiać się tylko na błędach, postanowiłem wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. Dziesięć grzechów głównych przemianowałem na dziesięć głównych przykazań.

Dziesięć przykazań na to, jak być efektywnym

1. Zachowaj równowagę między myśleniem a działaniem (potencjałem a wykonaniem)

2. Wyciągaj i wdrażaj wnioski

3. Dąż do celów, żeby spełnić marzenie, a nie żeby zadowolić innych

4. Działaj zdecydowanie i wytrwale, jednocześnie słuchając innych

5. Podejmuj tylko te działania, które zbliżą Cię do celu

6. Bądź pokorny. Doceń potrzebny czas, pracę do wykonania i realne możliwości

7. Szukaj sposobów, zamiast szukać wymówek

8. Działaj razem z ludźmi. Zamiast robić wszystko sam – pytaj, słuchaj, współpracuj

9. Licz na siebie. Nie czekaj na innych, na cud albo na sprzyjające okoliczności

10. Zacznij od czegoś małego. Nie skupiaj się od razu na zbyt wielkich celach

Wszystkie te przykazania łamałem. Robiłem to na tyle często, żeby nie zasłużyć na tytułowy milion, ani nawet na małą jego część. Brak efektów skutecznie niszczył motywację.

Budowanie motywacji

Przez ten rok dokładnie sprawdziłem na sobie co motywuje, a co działa wręcz odwrotnie.

Duży, odległy cel zdecydowanie może działać motywująco. Trzeba wciąż o nim pamiętać, ale skupiać się przede wszystkim na bieżących działaniach. Cel ma wyznaczać kierunek i dawać sens codziennej pracy, ale sam w sobie nie powinien zajmować zbyt wiele czasu.

Warto być wytrwałym, działać zgodnie z ustalonym planem, ale nie można przesadzać. Ja przesadziłem. Za wszelką cenę chciałem zarobić na kilka ustalonych sposobów, innych nie biorąc pod uwagę. Nie chciałem iść do “normalnej” pracy nawet wtedy gdy cierpałem głód. Byłem uparty. Chciałem się w ten sposób zmotywować. Wiedziałem, że jeśli nie będę miał żadnych pieniędzy to po prostu będę MUSIAŁ coś zarobić. Poruszę niebo i ziemię, żeby tego dokonać.

Nie dokonałem. Z jednej strony byłem zbyt mało wytrwały, a z drugiej – chciałem osiągnąć zbyt wiele już na samym początku. Łamałem czwarte i dziesiąte przykazanie.

Nie miałem wyjścia i musiałem pieniądze pożyczyć. To też miało mnie zmotywować, zmusić do działania. Okazało się że jest inaczej i pożyczone pieniędze zamiast zmotywować dobiły mnie jeszcze bardziej. Kiedy pożyczałem pieniądze na chleb traciłem resztki wiary w siebie, szacunek do własnej osoby. Stopniowo czułem coraz większe zniesmaczenie, chwilami nawet obrzydzenie… uczyłem ludzi tego jak osiągać sukcesy, a sam musiałem pożyczać pieniądze na chleb…

Za wszelką cenę trzeba tego unikać. Robić cokolwiek, znaleźć jakąkolwiek pracę, byle tylko nie pożyczać, nie zniżać się, nie tracić wiary.

Innym odkryciem jest to, że gdy człowiek nie ma pieniędzy i nie jest pewny o swoją przyszłość, sukces wcale go nie motywuje. Dla mnie chwile kiedy osiągałem małe sukcesy i realizowałem cele – były jedynymi chwilami, gdy mogłem wreszcie odpocząć. Rozleniwiałem się. Przez cały czas czułem napięcie i bardzo potrzebne były mi te krótkie momenty wytchnienia.

Inaczej jest, gdy człowiek nie ma noża na gardle. Wtedy jest komfort, nie trzeba martwić się, jak przeżyć do pierwszego i można myśleć o działaniu. Wtedy sukcesy zamiast rozleniwiać motywują i napędzają jeszcze bardziej.

Ostatnia lekcja o motywacji dotyczy wyznaczania celu w postaci kwoty pieniędzy. Okazało się, że milion nie był najlepszym wyborem. Tego rodzaju cel polecam tylko wtedy, gdy wiąże się on z ustaloną metodą jego osiągnięcia. Gdy myśląc o danej kwocie widać dokładnie, jakie działanie jest do wykonania. Gdy metoda nie jest ustalona cel w postaci pieniędzy może tylko budzić frustrację.

Jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz…

Milion złotych nie mówił nic o kierunku, w jakim zmierzam. Pieniądze nie są dla mnie celem samym w sobie. Wie o tym każdy, kto zna mnie bliżej.

Główna przyczyna mojej porażki (do czego doszedłem dopiero przed kilkoma dniami) zawiera się w motto, które jest z nami od samego początku blogu:

” Jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, zmierzasz donikąd”

Po roku miotania się wiem w końcu, dokąd zmierzam. I to jest mój największy sukces. Zrozumiałem co lubię robić, w czym jestem dobry, jakie są moje silne strony. To wielki plus. Oprócz niego są też inne sukcesy:

- ludzie, których poznałem i z którymi wierzę, że rozwiniemy ciekawy biznes

- organizacja studencka, gdzie poznałem ambitnych, młodych ludzi i nauczyłem się działać w grupie

- znajomość i współpraca, którą nawiązałem z osobą niezwykle doświadczoną, życzliwą a jednocześnie wymagającą. Jest to dla mnie jednocześnie mentor i partner.

- rozwinięte umiejętności miękkie – kreatywność, komunikacja, zarządzanie działaniami to główne z nich

- doświadczenie w pisaniu i prowadzeniu szkoleń

- samodzielność, pokora i wiele lekcji od życia

Jak wiele z tego co osiągnąłem (lub nie) wynika z założonego celu i “drogi do miliona” tego nigdy nie ustalę. Ale jedno wiem na pewno – było warto!

Mądrzejszy mądrością życiową, bardziej skupiony, z pokorą i bagażem doświadczeń ruszam w dalszą drogę.

Popełnię jeszcze niejeden błąd i przegram jeszcze nie raz, ale nie ma w tym nic złego ani nadzwyczajnego. A gdy nauczę się w pełni doceniać i doświadczać życia, będę o wiele bogatszy niż niejeden milioner.

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 11 to “Nauki z “drogi do miliona””

  1. oczarownica 7 Wrzesień 2010 @ 21:19 #

    ech Wojtek…czytam Twoje słowa i łzy krecą mi sie w oczach..wygrałes znacznie wiecej niz milion..czasem ludzie tracą całe lata nie wyciągając z tego co robią żadnego wniosku..Ty wyciągnąłęś niejeden..najwiekszym skarbem i najwiekszą wygraną jest mądrość..a czym jest..już wiesz;) To czego doswiadczamy , czego Ty doświadczyłes zaowocuje we własciwym sobie czasie a pokora ,ktora wsółdziała z mądrością da siłę na doczekanie owocu bowiem rodzi wytrwałość..
    … a ja czekam z niecierpliwością na Twoj milion..bowiem mam cel i to całkiem szczytny..na jego realizację czekam juz pare lat ale wiem ze się ziści we własciwym.. jestem i dzielę się dobra energią z Toba:)

    • wojciechdudziak 7 Wrzesień 2010 @ 21:38 #

      Dziękuję:)

      Łatwiej jest mi pisać o tym wszystkim, trudniej realizować. Choćby moje “10 przykazań”. Mimo wszystko lepiej jest niż przed rokiem.

      Pokora rzecz bardzo ważna, a mądrość… na pewno też ważna, ale nie wystarczy. Można być mądrym a nie mieć efektów. Można być mądrym i stać w miejscu.

  2. ktoś 8 Wrzesień 2010 @ 19:46 #

    Powiem szczerze, że dzisiaj też spadłem na ziemię. I praktycznie we wszystkim zgadzam się z tym co napisałeś. Dokładnie mam takie same przemyślenia. Teoretycznie może się wydawać, że robimy dużo, ale tak naprawdę kręcimy się w miejscu. Uświadomiłem sobie, że jestem głęboko w dupie za murzynami. I czas się zastanowić jak z tego wyjść z twarzą.

    Bez pracy, z kończącymi się pieniędzmi ciężko myśleć o przyszłości ze spokojną głową.

  3. iRo 8 Wrzesień 2010 @ 19:54 #

    Napisałeś słowa, które usłyszałem (paradoksalnie) od wykładowcy akademickiego – jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, zmierzasz w miejsca niewiadome.
    Tak jak z przejażdżką samochodem, musisz wiedzieć dokąd jedziesz ;)

    Również jestem na tym samym etapie co ty, poszukuję swojego miejsca, próbuję, czytam, działam… Ale najważniejsza jest pokora, świadomość błędów… I przede wszystkim wiedza dokąd chcesz iść, słuchania samego siebie na codzień, swoich pragnień, medytacji… Podczas odpoczynku przychodzą do głowy mądre rzeczy, wartościowe spostrzeżenia, użyję mojego sformułowania “miękki reset”. Stosuj go teraz po twoim “twardym resecie” ;)

    Polecam Ci moją ulubioną autorkę Iwonę Majewską Opiełkę, która świetnie to wszystko opisała i za każdym razem kiedy uciekałem od tych prostych rad… Traciłem równowagę rzeczywiście…

    A teraz pozdrawiam i czekam na dobre newsy na blogu

  4. Yadis 8 Wrzesień 2010 @ 20:38 #

    Gratuluję wniosków – stracony rok, to tak na prawdę rok nauki, a wyciągnięte wnioski spowodują, że przeżyjesz lepiej całe później życie. Życzę ci z całego serca tego mitycznego miliona :) Bo chce ci się chcieć.

  5. oczarownica 8 Wrzesień 2010 @ 21:47 #

    hmmm miło się czyta..jeszcze milej wiedzieć ,że to nie tylko słowa..mam 43 lata i troszkę wiecej niz wy doswiadczeń lecz tę samą szaloną wiarę co przed laty..mialam sporo czasu aby doświadczyć ,że prawdziwe marzenia spełniają się we właściwym czasie..ważne by marzyc..by zmierzac..czasem nie wiadomo dokąd..ale to i tak nie jest czas stracony wazne aby wsłuchiwać się w siebie ,bo jesteśmy wyposażeni w mechanizmy , które doskonale nas prowadzą,podpowiadaja co i jak..ważne by iść nie zatrzymywać sie w miejscu..plany weryfikowac ,ulepszac i słuchać…siebie..tego co mówi los..drugi człowiek…słuchać..
    mądrość…nie można być mądrym i stać w miejscu..to bowiem nie swiadczy o mądrosci..wszytsko czego doświadczamy w czasie jest procesem..i ten także jest czasowi poddany..i żądzi sie swoimi prawami..kazdy proces ma SWÓJ WŁAŚCIWY SOBIE CZAS..dlatego pokora jest nieodłącznym czynnikiem wsołistniejacym..z niej wynika cierpliwość..te rodzą odwagę..Odwaga zaś jest motorem do zmian , do postępu..napędza motywację.. itd ;)
    Porażki…mmmmmmm miodzio one determinuja w nas wolę walki choć czasem pozornie osłabiają czasem obezwładniają..
    gdyby przypadkiem udało Ci sie zarobić ten milion w ciągu 12 miesiecy pozbawilbyś się wielu koniecznych i waznych lekcji..a bez nich…sam wiesz ;) Tak więc..wszystko ma swoj sens i cel i to jest piekne..to w życiu uwiebiam najbardziej…
    no i przerwę juz ten moj wywód i zdam sie na Twoją ( i waszą) mądrość, bo wiem ,ze wnioski zaowocuja we własciwym czasie jak ziarna zasiane na wiosnę.. pozdrawiam ;) i usmiecham sie do Was Panowie:) ( i Panie)

  6. Piotr Stanek 11 Wrzesień 2010 @ 10:22 #

    Nie poczuje smaku zwycięstwa, kto nie zaznał porażki.

  7. Kamil 22 Wrzesień 2010 @ 15:14 #

    A już myślałem, że nie ma bloga. Po prostu wchodziłem na zły adres. (.com, a nie wordpress.com – kiedyś był też pod tym adresem chyba) Nie przejmuj się. Cel miliona złotych faktycznie był nieco górnolotny, ale na pewno dzięki niemu wiele się nauczyłeś. Jedną z najcenniejszych umiejętności jaką posiadłeś na pewno jest umiejętność PISANIA. Może to jest właśnie coś nad cym powinieneś się zastanowić. Gdzieś czytałem (chyba u rentiera w komentarzach), że ktoś napisał ebooka i teraz na nim zarabia 4 tys. zł miesięcznie. Zawsze kiedy wchodziłem na bloga zwiększała mi się motywacja. Lubię Twój styl pisania, naprawdę jest fajny. Powinieneś się poważnie zastanowić na tego typu działaniem, które może Ci przynieść więcej satysfakcji, a co też ważne pieniędzy niż szkolenia itp. Życzę powodzenia, mam nadzieję, że życie Ci się w końcu ułoży, czego Ci serdecznie życzę. :)

    • wojciechdudziak 24 Wrzesień 2010 @ 11:21 #

      Dziękuję Kamil:)

      Faktycznie blog działał wcześniej na innym adresie. W międzyczasie wyczerpała mi się domena i zdecydowałem się jej nie przedłużać. Niestety nie powiadomiłem o tym czytelników…(sic!)

      Zgadzam się co do pisania – polubiłem to:)
      Przyszłość po części wiążę właśnie z wykorzystaniem tej umiejętności.

      A 12 miesięcy temu nie potrafiłem poprawnie złożyć kilku zdań..:)

  8. Marcin 4 Październik 2010 @ 10:38 #

    Jako, że to mój pierwszy komentarz, witam serdecznie. Czytając ostatni wpis zastanawiam, się jak udało ci się przeżyć rok nie pracując zarobkowo ale gratuluję. Co do studiów, mój profesor zawsze mi mówił, że studia mają nauczyć logicznego myślenia i ja się z tym zgadzam, dołożę jeszcze ciekawe znajomości, które procentują w dalszym życiu. Twój cel był zbyt ambitny aby go zrealizować w rok, może spróbuj np. dojść najpierw do 10 tys.miesiąc, potem 15 itd. Nie szedłem tą drogą co ty, studiowałem i pracowałem, potem pracowałem i nabierałem doświadczenia, potem poszedłem na swoje, zamknąłem jedną firmę, wyjechałem do Irlandii, wróciłem i robię coś zupełnie innego z nową firmą ale zaskoczyło i nie narzekam.
    Powodzenia w swojej drodze i nie przejmuj się niepowodzeniami, o ile wyciągniesz z nich lekcje na przyszłość.

    Zawsze lubiłem zdanie: “Człowiek mądry uczy się na swoich błędach, człowiek inteligenty uczy się na błędach innych, człowiek głupi nigdy się nie uczy”
    Pozdrawiam
    Marcin

    • wojciechdudziak 12 Październik 2010 @ 12:26 #

      Witaj Marcin. Dziękuję za komentarz.

      Nie powinieneś mi gratulować tego że przeżyłem rok prawie bez zarobków…

      Jeśli chodzi o studia, to wydaje mi się że nie jestem już tak wielkim ich przeciwnikiem, jak to było niedawno. Być może wrócę kiedyś na studia – ale dopiero gdy znajdę odpowiednią uczelnię, która będzie miała coś konkretnego zaoferowania, co trudno mi będzie zdobyć, nie będąc na studiach.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.